Ze smutkiem i głębokim żalem pragnę poinformować, że dnia 6 maja maja 2025 r. odeszła do wieczności moja ukochana Mama Anna Augustyniak (29.06.1926 – 06.05.2025)
Na zawsze pozostanie w moim sercu i z wdzięcznością będę ją wspominać jako czułą, troskliwą i wyrozumiałą Matkę. To dzięki Niej jestem kim jestem, to dzięki Jej Mądrości pozwoliła mi wybrać zawód, którego pragnąłem (choć jak przecież wszyscy wiemy – zwykle głowa domu – Ojciec – decydował kim zostanie najstarszy syn a chciał bym został rolnikiem).

Pewnego razu, w 1961 roku, po ukończeniu Szkoły Podstawowej, do której uczęszczałem w Krzyżu Wlkp., codziennie pokonując 4 km przez pola, lasy i drogi gminne, zebrała się w domu „Rada Starszych” – czyli rodzinna narada nad przyszłością najstarszego potomka Józefa i Anny Augustyniak – Zbyszka Augustyniaka.
Przy stole zasiadali moja babcia Michalina, mój dziadek Alfons, mój ojciec Józef i moja matka Anna.
W tamtej pamiętnej chwili miały rozstrzygnąć się moje losy….
– Pora naradzić się kim Zbyszek będzie w przyszłości – rozpoczął naradę mój ojciec
– Powinien zostać szewcem – jako nestor rodu odpowiedział dziadek, jako, że sam miał zamiłowanie do tego rzemiosła.
Babcia, posłuszna dziadkowi, zgodziła się z nim.
– Uważam, że powinien pozostać na gospodarstwie, żeby tradycji stało się zadość! To już postanowione! – stanowczo stwierdził mój ojciec. A gospodarstwo było niemałe: 12 ha plus 3 ha po dziadku! – A Ty Aniu – zwrócił się z formalnym, jak sądził, pytaniem do swojej żony, mojej matki – jak uważasz, kim Zbyszek powinien zostać w przyszłości?
Moja mama, posłuszna mężowi, spojrzała łagodnie na Radę Rodzinną, potem z wyrozumiałością spojrzała na mnie i spytała:
– A Ty synku, kim chcesz być w przyszłości?
– Murarzem – odpowiedziałem bez wahania.
Zdziwieniu i niedowierzaniu nie było końca, pytaniom również:
– Ale jak to?
– Dlaczego?
– Skąd ten pomysł?
– Zastanów się dobrze, przecież to niedorzeczne!
Wtedy mama cicho i łagodnie powiedziała do mnie:
– Skoro taki zawód wybrałeś to idź swoją drogą, bądź szczęśliwy i niech Cię Pan Bóg Błogosławi i prowadzi!…
Taka to była moja kochana Mama… Bez kłótni i zbędnych słów potrafiła przekonać wszystkich – szczególnie, mającego odwieczne, ojcowskie prawo Decyzji – mojego ojca…
Dziękuję Ci Mamusiu Kochana za Twoją obecność w moim życiu, za Twoje dobre słowa, otuchę i zaufanie pokładane we mnie.
